top of page

Aby zapoznać się  z dziejami rodu Chen, trzeba zarysować  dość odległą sytuację polityczną Chin,  sięgającą czasów dynastii Sung władającej w latach 960-1127r n.e. Nie tyle interesują nas początki, ile końcowe dekady jej panowania. Nie udało im się utrzymać terytorium jakie odziedziczyli po poprzednikach. Ulegli naciskowi ludów koczowniczych napływających z północy. Ziemie leżące w środkowym i dolnym biegu Huang Ho, a więc rdzenne, macierzyste prowincje dawnych Chin, w tym Henan, o którym będzie mowa później, zajęli Kinowie. Tereny północno zachodnie lud Hia a północno wschodnie królestwo Liao. Chińskie Cesarstwo Sungów utrzymało się na południu w dorzeczu Jangcy Ciang. Nie była to taka znów klęska dla ludności zajętych terenów, gdyż najeźdźcy zaczęli asymilować się, oraz przyjmować kulturę i cywilizację  chińską, powoli przechodząc na osiadły tryb życia. Nie wiadomo jakby się dalej potoczyły dzieje, gdyby nie pojawienie się Mongołów pod wodzą Czyngis-Chana. Ci przeorali cały region. Lud Hia, który ośmielił się stawić opór wytrzebiono prawie doszczętnie, był to istny akt ludobójstwa. Kiedy Kinowie bronili się przed Mongołami, Sungowie w myśl zasady wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, weszli w porozumienie z Mongołami, a nawet wspomagali ich  w zdobywaniu miast swoją piechotą. Trudno powiedzieć, czy udało by się utrzymać niezależność i sojusz, ale wszystko zniweczył akt samobójczy ze strony chińskiej. Po skończonej wojnie, kiedy kawaleria  mongolska wycofała się ze zdobytych ziem w celu przegrupowania, wojska cesarskie wkroczyły i zajęły podbite terytoria Kinów. Chan uderzył  bezzwłocznie, armię chińską wyciął, cesarza wziął  do niewoli, a ostatni pretendent do tronu otoczony w jednej z zatok wraz z dworem i rodziną popełnił samobójstwo skacząc do morza.
Był to rok 1279. Tak zaczęły się rządy Dynastii Mongolskiej. Nie były one przychylne ludowi Państwa Środka.  Mogołowie nienawidzili ich i mieli wobec nich różne, lecz  zawsze wrogie plany. Chciano miedzy innymi wyciąć ludność, wyburzyć wioski i miasta, zniszczyć pola, a na ich miejsce rekultywować step, aby mieć gdzie wypasać konie. Wobec represji  zrodził się opór, który doprowadził do obalenia Mongołów w 1368r. i objęcia rządów przez chińską dynastię  Ming. Ci zastali kraj leżący w zupełnej ruinie z dużymi obszarami zupełnie wyludnionymi. Takim miejscem była prowincja Henan.  I tu po raz pierwszy pojawia się ród Chen. Nie wiadomo czy z własnej woli, czy też na rozkaz cesarza, przesiedlili się z prowincji  Shanxi do Henanu i zamieszkali w miejscowości  Chenjiagou, gdzie mieszkają do tej pory. Chenjiagou znaczy dosłownie „grób rodziny Chen”. Przywódcą klanu był wtedy 
Chen Bo, i jego uważa się za przedstawiciela pierwszego pokolenia, choć tak naprawdę ród jest, jak można wnioskować, o wiele starszy. Musiał to być  klan wojowników doskonale znających się na swym rzemiośle, gdyż jak donoszą kroniki wcześniej w regionie panował nieokiełznany  bandytyzm, a po ich przybyciu problem znikł. Można założyć, że kultywowali własną szkołę wojenną budowaną przez pokolenia. W tamtym okresie nie było tak rozwiniętej walki wręcz jak mamy dzisiaj, to dopiero późniejsze dzieje. Przede wszystkim praktykowano posługiwanie się szablą, mieczem, włócznią i halabardą, no i oczywiście łukiem. Czyli to, co było użyteczne na polu walki. Sztuka ręczna nie była tak popularna,  gdyż uzbrojony człowiek miał zdecydowaną przewagę.
Ród mieszkał spokojnie w Chenjiagou i jak widać dalej, byli to raczej wojownicy niż spokojni uprawiacze roli, bowiem w XVII wieku pojawia się znamienita postać generała 
Chen Wantinga żyjącego w latach 1597-1664, zaliczanego do 9-tego pokolenia. Służył  dynastii Ming pod koniec ich panowania. Na szczęście dla siebie, na kilka lat przed  upadkiem ostatniego cesarza z tego rodu, co miało miejsce w 1644r., wycofał się z czynnego życia, czyli innymi słowy przeszedł na emeryturę,  inaczej z pewnością dałby gardła. Następna dynastia, tak zwana Mandżurska,  nie ma istotnego wpływu na dalsze dzieje klanu  Chen,  gdyż ten najwyraźniej wycofał się z działalności państwowej. Można przypuszczać, iż nie chcieli służyć obcej narodowościowo dynastii, tym bardziej, że były dość ostre tarcia między tamtymi a rdzennymi chińczykami. Stąd nasuwa się wniosek, iż Chenów cechował  patriotyzm. Będąc daleko od zawieruchy politycznej generał trochę się nudził, pisał pamiętniki, lecz w końcu jego umysł zaprzątnęły dość istotne sprawy, zajął się tworzeniem od podstaw nowatorskiego stylu walki. Otóż w jego ręce dostała się księga chińskiego stratega generała Qi Jiguanga, który żył w latach 1528-1587. Opisuje ona główne kierunki i metody walki różnymi broniami, techniki ręczne, taktykę oraz strategie. Ale nie tylko, traktuje także o odpowiednim prowadzeniu życia, odżywianiu, kładąc duży nacisk na wewnętrzną pracę energii w celu osiągnięcia nieśmiertelności. Tu przebija modny kierunek taoistyczny, mający na celu osiągnięcie nieśmiertelności poprzez odpowiednie ćwiczenia i spożywanie tajemnych mikstur. Tajemne mikstury i dążenie do nieśmiertelności ród Chen sobie darował, w każdym razie nic takiego do nas nie dotrwało, ale sztuka chi kungu, czyli ćwiczeń oddechowo ruchowych prowadzenia energii chi została włączona do kanonu. Drugim dziełem które bardziej posłużyło Chen Wantingowi do rozwoju wewnętrznego jest „Huang ting nei wai yu jing jing” taoistycznej mniszki  Wei Huacun. Co tłumaczy się mniej więcej jako: „Klasyk żółtego dziedzińca o wewnętrznym i zewnętrznym jadeitowym krajobrazie”. Żyła ona w latach 251-334r.n.e. Te dwa dzieła spowodowały, że tai chi ma w sobie równowagę strony wewnętrznego rozwoju z rozwojem zewnętrznym, zawiera zarówno techniki walki jak i taoistyczne podejście do ćwiczeń. Oparte jest na prowadzeniu energii chi drogami zwanymi meridianami poprzez punkty akupunkturowe. Twarde jang Qi Jiguanga połączyło się we współpracy z kobiecym miękkim jin Wei Huacun, jak jest to przedstawione na graficznym, kolistym symbolu. W ten sposób powstała pełnia płynnej równowagi nowo stworzonej sztuki, a metoda walki została złączona z aspektem zdrowotnym. Tak powstało Tai Chi, które początkowo zwało się „pięść rodu Chen”.
Wanting oprócz zestawu technik i charakterystycznego wewnętrznego  do nich podejścia opracował ćwiczenia  can si gong, czyli rozwijanie jedwabiu i pchające ręce jako wprowadzenie do aplikacji. Co charakterystyczne, dzięki nim można dojść do niezłej wprawy w walce bez ryzyka kontuzji, tak nękających adeptów stylów zewnętrznych. Stworzył pięć form ręcznych, jedną długą 108-mio ruchową i paochui, czyli formę „uderzeń eksplodujących”. Ale to wszystko nie powstało z niczego, generał nie tworzył w pustce. Sześćdziesiąt cztery kilometry na południowy zachód działał i nadal działa klasztor Shaolin, kilka kilometrów na południe na drugim brzegu Huang Ho leży miejscowość Sishui, też ośrodek  systemów walk, gdzie żył i tworzył genialny XVIII wieczny praktyk i teoretyk Wang Zongyue, około siedemdziesiąt kilometrów na zachód jest Luoyang, a trochę dalej na wschód Kaifeng znane ośrodki czynne aż do XIX wieku. W tym samym czasie, kiedy Chen Wanting tworzył swoją sztukę walki wręcz, także w Shaolinie po raz pierwszy położono nacisk na ręczne techniki, które z czasem stały się dominujące w wyszkoleniu. Jak widać zupełnie zmieniało się wcześniejsze podejście. Ta zbieżność nie może być przypadkowa, tym bardziej że znawcy tematu wielokrotnie podkreślali istotne podobieństwa systemu Tai Chi z metodą  Shaolinu,  choć często towarzyszyły temu dosyć burzliwe dyskusje, i sądzę towarzyszyć nadal będą. W każdym razie Chen Wanting niezaprzeczalnie był twórcą systemu Tai Chi i od niego wywodzą się wszystkie inne style takie jak Yang, Wu, W’u, Sun czy Zhaobao. Nie jest wykluczone, że już sam protoplasta miał uczniów spoza swojej rodziny, ale najbardziej znana jest historia powstania odmiany Yang. Otóż działo się to za czasów 
Chen Changxinga, przedstawiciela 14-stego pokolenia, żyjącego w latach 1771-1853. Różne są wersje tej historii, ale według Jana Silberstorffa rodzina Chen w tamtych czasach miała aptekę w miasteczku Yongnian w prowincji Hebei. Poniekąd świadczy to o dosyć dużej,  prężnej  działalności klanu  nie tylko w swojej stolicy, ale też w odległych nawet miejscowościach, słowem rozwijali się energicznie. Zresztą  Yongnian jest do tej pory siedzibą rodów  Yang i Wu. Służący jednego z krewniaków, właściciela tejże apteki, niejaki Yang  Luchan przybył do Chenjiagou, gdzie dalej pracował w tym zawodzie. Jego zachwyt stylem Tai Chi był tak wielki, a entuzjazm tak widoczny, że  Chen Changxing przyjął go jako bezpośredniego ucznia, tj. takiego, któremu poświęca się znaczną uwagę i bierze się za niego odpowiedzialność,  wtedy oznaczało to przyjęcie do rodziny. Honor trzeba przyznać niemały. Obecnie niestety trochę się to skomercjalizowało. Yang Luchan uzyskał u Chenów wielkie uznanie i kiedy opuszczał ich był uważany za mistrza. W swoich wędrówkach trafił do Pekinu, gdzie zaczął zarabiać na  życie  dawaniem lekcji,  ponoć nawet wśród urzędników dworu cesarskiego. Można uznać, że od niego zaczęło się nauczanie komercyjne, poza kręgiem własnego rodu. Jego śladem poszli inni nauczyciele, i tak zaczęło się szerokie propagowanie Tai Chi. Ktoś mógłby zarzucić komercjalizację i jakby rozwodnienie stylu. Ale spójrzmy na to z innej strony, gdyby nie on i jemu podobni najprawdopodobniej nic byśmy o Tai Chi nie wiedzieli, ot, gdzieś tam w Chinach było by kultywowane jako jedna z wielu rodzimych tradycji. Yang Luchan z czasem, na bazie własnego rozwoju i doświadczeń, zmienił swoją sztukę, stała się łagodniejsza, pozbawiona wybuchowych uderzeń i gwałtownych przyspieszeń.
Na postać Chen Changxinga nie można patrzyć tylko poprzez pryzmat historii z Yang Luchanem. Jest on przede wszystkim i nade wszystko wielkim reformatorem, który swoim widzeniem sztuki ukierunkował ją aż po nasze czasy. Siedem pierwotnych form  Chen Wantinga połączył w dwie, które teraz znamy jako  laojia yilu i laojia erlu, określanych jako korzeń stylu, lub inaczej Stary Styl. Przez następne stulecia Tai Chi rodu Chen powoli zmieniało się. Właściwie nie wiemy jak wyglądało pierwsze wykonanie form, ponieważ każde pokolenie trochę je modyfikowało, udoskonalało wzbogacając o własne doświadczenia i rosnące, budowane na wiedzy  pokoleń coraz bardziej subtelne wyczucie. Nie można zarzucić,  że ktoś odchodził od tradycji, ponieważ sztuka która nie doskonali się jest tylko martwym powtarzaniem, natomiast zachowała się główna, pierwotna zasada, na której wznoszona jest piramida Tai Chi.
W pierwszej połowie XX wieku działał spadkobierca stylu, przedstawiciel 17-stego pokolenia, Wielki Mistrz 
Chen Fake (1887-1957). W 1928 przeniósł się do Pekinu, gdzie pozostał do śmierci. Ułożył i rozwinął dwie nowe formy:  xinja yilu i xinja erlu, zwane Nowym Stylem. Sama ich struktura oparta jest na laoji i trochę ją przypomina, tylko że ruchy są bardziej skomplikowane, spiralne, pełne okrężnych prowadzeń. Aby ją ćwiczyć, trzeba być już nieźle wspartym na laoji. Chen Fake cieszył się sławą wielkiego wojownika, nie unikał walk i dużo ich stoczył nie przegrywając żadnej, czym zasłużył sobie na przydomek „Niezwyciężonego”. Chociaż ponoć jako dziecko był cherlawy i nie wróżono mu sukcesów, a nawet przedstawiciele starszyzny  biadali, że to pokolenie nie będzie miało żadnego znaczącego mistrza, to jednak dzięki wytrwałej pracy osiągnął wielką biegłość. Żył w dosyć ważnym dla sztuk walk okresie czasu. Mianowicie na przełomie XIX i XX stulecia Chiny znajdowały się pod silną penetracją państw kolonialnych zajmujących spore terytoria, spychających chińczyków do roli obywateli drugiego gatunku. Wprowadzano trochę na siłę chrześcijaństwo, które starało się  wyprzeć kulturę kraju, dając w zamian własną teologię i własne struktury. Claude Levi-Strauss, znany kulturoznawca zauważa w swej książce „Smutek Tropików”, że tam gdzie przeszli misjonarze nie było już co badać. Wywołało to bunt zwany Powstaniem Bokserów, mający charakter powstania narodowego w obronie Cesarstwa i tradycyjnych wartości. Ogromną rolę grały stowarzyszenia parające się różnymi stylami walki, tak bardzo mające zaufanie w siłę swoich umiejętności,  że czasami wręcz wierzono we własną odporność na kule przeciwnika. Spotkało ich wielkie rozczarowanie, gdyż w starciu z mniejszymi liczebnie oddziałami wojsk mocarstw zachodnich uzbrojonych w nowoczesną broń palną ponieśli sromotną klęskę. Podważyło to realne militarne  znaczenie umiejętności walki wręcz i tradycyjnymi broniami, zaczęło wkradać się zwątpienie i wydawać by się mogło, iż niepraktyczna dziedzina odrzucona, popadnie w zapomnienie. Jednak tak się nie stało, bo przecież dosyć duża grupa ludzi z tego żyła. Znaleziono rozwiązanie w ten sposób, że dostrzeżono w ćwiczeniach form walki inne wartości, a mianowicie aspekty rozwoju osobistego, oraz walory zdrowotne, co łączyło się z chińską tradycyjną medycyną. Dostrzeżono piękno ruchu nie tylko fizycznego, ale też energetycznego,  powstała Sztuka Kung Fu.  Do tej pory traktowana jako bardzo praktyczne rzemiosło, od tego momentu uzyskała status wyższej wartości, stanowiącej istotny element kultury Kraju Środka.

Chen Fake miał dwóch synów, 
Chen Zhaoxu i Chen Zhaokui. Obaj byli słynnymi mistrzami, przy czym z tym pierwszym ojciec miał nieco kłopotów, bowiem w młodości zachwycił się muzyką i zupełnie odszedł od ćwiczeń. Do tego stopnia podupadł, że raz zaatakowany przez mistrza innego stylu nie odniósł sukcesu. Kiedy załamany przyszedł do ojca, ten rozgniewany, silnym uderzeniem wyrzucił go na szczyt muru. Tak przynajmniej mówią przekazy. Od tej chwili porzucił instrument  i oddał się wytrwałemu treningowi,  a następnie  rewanżując się, zwyciężył  tamtego w walce. Do muzyki już nie wrócił.
Chen Zhaoxu jest ojcem obecnego Wielkiego Mistrza, Strażnika Stylu 
Chen Xiaowanga, który urodził się  w 1946r w  Chenjiagou. Tu znów trzeba nakreślić szerszy rys historyczny, aby mieć świadomość, w jak okrutnych czasach żyli. Od lat trzydziestych do 1946r kraj był areną nieustannej krwawej wojny z Japonią i jednocześnie pomiędzy Kuomintangiem Chiang Kai-sheka, a Komunistyczną Partią  pod wodzą Mao Zedonga. Pomiędzy 1946 a 1949 rokiem rozegrała się wielka krwawa rozgrywka, zwana rewolucją, między tymi dwoma ostatnimi stronami, co skończyło się ostatecznym zwycięstwem komunizmu.  Kuomintang ostał się tylko na Tajwanie, który przez Pekin został ogłoszony zbuntowaną prowincją. Wtedy zaczął się długoletni dramat. Władza, która nastała okazała się być ślepą na realną sytuację i realne potrzeby kraju. Każdą dziedzinę życia, w tym przede wszystkim gospodarkę, ekonomię traktowano jako politykę i jej podporządkowano dosłownie wszystko. Przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to okres akcji rządu pod nazwą Wielkiego Skoku. Nie licząc się z charakterystyką gospodarki poszczególnych rejonów, ukształtowaniem terenu, czy klimatem, nie zwracając zupełnie uwagi na wcześniejsze struktury, możliwości i tradycje gospodarcze, narzucono z góry co i ile ma się uprawiać, hodować czy produkować, nie ważne czy był to kraj górzysty, równinny czy bagienny.  Wychodząc z założenia, że rozkazem płynącym z góry można przymusić ludność do większej produkcji, rozpasano się w planowanej centralnie gospodarce. Na przykład w rejonie, gdzie można było hodować tylko bambus i wyrabiać z niego doskonały papier, co też od stuleci z powodzeniem czyniono, polecono wyciąć zagajniki i posiać ryż. Skończyło się to katastrofą ekologiczną, czyli nic nie wyrosło a ziemia uległa erozji. Taki sam los spotkał pomysł, by każde gospodarstwo wytapiało w dymarkach żelazo, sądząc, że  tym sposobem Chiny wyrosną na potęgą w dziedzinie metalurgii. Uzyskane bardzo niskie jakościowo wytopiny zalegały później bezużytecznie w centralach poszczególnych prowincji. Ale do stolicy słano wspaniałe raporty zupełnie niezgodne ze stanem faktycznym, zawyżając produkcję przemysłową i rolniczą zgodnie z oczekiwaniami Partii. Aby nic nie mogło zaciemnić radosnej wizji zlikwidowano Centralny Urząd Statystyczny. Jeśli by ktoś spróbował powiedzieć prawdę, zginąłby szybko pod zarzutami kontrrewolucjonizmu, defetyzmu i bycia agentem wrogich  imperialistycznych sił.  Rząd oczywiście, opierając się na raportach, ściągał zaplanowaną ilość produktów rolniczych, na skutek czego w prowincjach na potrzeby ludności oraz pod  następny zasiew pozostawało naprawdę niewiele. Tak narodził się Wielki Głód, który zebrał tysiące istnień ludzkich, dochodziło nawet do aktów kanibalizmu. Najgorzej było w prowincji Henan, gdzie żyli  Chenowie, ponieważ gubernator był najgorliwszym wykonawcą woli Partii.
Ledwo ustało to szaleństwo, nastąpiło inne. W 1966 roku Wielki Sternik Mao Zedong zapoczątkował trwającą do chwili jego śmierci w 1976r Rewolucję Kulturalną. Polegała na tym, że tak zwane masy miały wziąć sprawy w swoje ręce, wdrożyć nieśmiertelne myśli wodza zawarte w czerwonej książeczce, zniszczyć starą kulturę, aby nastała nowa, komunistyczna. Przy tej okazji wszędzie szukano i widziano wrogów klasowych. Potężne  grupy szczutych młodych bojówkarzy były wożone po całym kraju, robiąc dosłownie czystki. Ich ofiarą padła większość góry partyjnych działaczy, o co tak naprawdę Wodzowi chodziło, oraz innych ludzi jak właścicieli nawet niewielkich kawałków ziemi, małych straganów czy warsztatów, a także struktury rodowe, wszystko było zabronione, w tym uprawianie sztuk walki. Nie tylko mistrzowie, ale też adepci padali ofiarami represji. Nie były one lekkie. Na porządku dziennym były pobicia, w tym śmiertelne i wykonywanie na miejscu wyroków śmierci. Nie trzeba było żadnych dowodów, wystarczyło było przypiąć komuś łatkę wykrzykując, że jest lokajem kapitalistów, agentem burżuazji  i już było po nim. W takich okolicznościach zniknął Chen Zhaoxu. Nigdzie nie znalazłem jakiejkolwiek wzmianki na temat jego śmierci i nikt nie chce o tym mówić. Jak  wielki zatem nadal panuje strach?! Nic dziwnego, gdyż pomimo zmian i reform nadal rządzi Partia. Sądzę, że potrzeba w Chinach jeszcze wielu przemian i naprawdę dużo czasu, aby można poznać co zdarzyło się w Chenjiagou za czasów Mao Zedonga, bo przecież było tam wszystko co reżim nienawidził i co chciał wymazać, a więc własność ziemska, struktura rodowa z poszanowaniem starszyzny, sztuka walki i nie maoistowska myśl filozoficzna.
Chen Xiaowang obecnie mieszka w Australii. Ma stały i ścisły kontakt z ojczyzną, jest uznany przez rząd jako „skarb państwowy Ludowej Republiki Chin”. Jego wielką zasługą jest, że wyprowadził Tai Chi Chen  poza granice, rozpropagował na całym świecie. Corocznie on i jego syn 
Chen Yingjun odbywają swoiste tourne po całym świecie nauczając,  w tym także w Polsce. Wiosną Wielki Mistrz prowadzi tygodniowe seminaria w Myślenicach, a jego syn Yingjun w lipcu w Lanckoronie, przyjeżdżają też inni mistrzowie z rodu Chen. Nie potrzeba więc kosztownej podróży do dalekich Chin, tu, na miejscu możemy zasięgnąć nauki u samego źródła.
Sztuka Tai Chi Chen nadal stale się zmienia, rozwija, co świadczy o żywotności stylu. Gdyby tak nie było, nie byłoby Tao, nie byłoby drogi, wędrówki, całej poetyki poszukiwań tego, co może być za następną górą.

Piotr Grzęda - Wachowicz

bottom of page