top of page

Z reguły każdy, albo przynajmniej zdecydowana większość ludzi coś słyszała o Tai Chi, lecz czym w rzeczy samej jest, i jakie z uprawiania tej sztuki mogą płynąć korzyści, naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawę. Jedni uważają, że  jest to tylko jakaś gimnastyka chińska, inni znów sądzą, że medytacja, lub medycyna Dalekiego Wschodu. Wiele osób wie, że jest to sztuka walki. Wszyscy trochę mają racji i trochę się mylą, bowiem Tai Chi zawiera w sobie  wszystkie te aspekty, przy czym jeśli mówimy o medytacji  to raczej chodzi o wyciszenie, relaksację i spokojne skupienie umysłu na prowadzonych ćwiczeniach.
Wszystko zaczęło się mniej więcej w połowie XVII stulecia, kiedy generał Chen Wanting przeszedł na emeryturę
i osiadł w Chenjiagou, rodzinnej miejscowości położonej w prowincji Henan. Tu trzeba nadmienić, że jest to najstarsze centrum rdzennej kultury i cywilizacji Kraju  Środka, tam zaczęło się wszystko. Musiał być wyjątkowym człowiekiem o rzadko spotykanym aktywnym umyśle nieznoszącym bezczynności, gdyż dość szybko zajął się tworzeniem nowego stylu walki. Oparł się nie tylko na technikach militarnych,  lecz też na aspekcie medycznym i wyciszającym. Ale nie działał w pustce, wsparł się na naprawdę starożytnej wiedzy.
Od zarania czasów, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że od  paleolitu człowiek obserwował otaczający go świat, także z dużym skupieniem siebie, swój organizm i to jak niektóre czynności na niego wpływają. Tak narodziła się sztuka  daoyin. Polegała na wykonywaniu ćwiczeń rozciągających ciało na wszelakie możliwe sposoby.  Zauważono istnienie dróg energetycznych zwanych meridianami, lub też południkami, oraz obecność na nich licznych bardziej wrażliwych punktów, z czasem używanych do akupresury i akupunktury. Stwierdzono, iż są one powiązane z organami wewnętrznymi i można za ich pośrednictwem na nie wpływać. Jednocześnie odkryto różne sposoby oddychania i ich ogromny wpływ na stan organizmu. Noszą one nazwę  tuna. W końcu połączono powyższe  dwa aspekty w jedno ćwiczenie oddechowo ruchowe zwane chi kung. Ta wiedza dała Chen Wantingowi podstawę dla tworzonej przez siebie sztuki ruchu. Często ludzie zadają pytania jak to możliwe, że Chińczycy dokonali tych odkryć, a my, europejczycy nie. Otóż oni po prostu mieli na to czas. U nich kultura i cywilizacja nieprzerwanym, niezaburzonym ciągiem szła od co najmniej neolitu aż po chwilę obecną. Nie było żadnych większych katastrof niszczących wcześniejsze osiągnięcia. U nas było inaczej. Występuje brak jednolitej kontynuacji. Od najstarszych dziejów nasz kontynent był zalewany przez kolejne fale etnicznie i kulturowo odmiennej ludności. Na ten przykład Indoeuropejczycy kompletnie wymietli wcześniejszą rdzenną ludność,
a później kolejne fale przelewały się przez Europę. Germanie, Celtowie, Słowianie i Goci, którzy zniszczyli dorobek cywilizacji Grecko Rzymskiej spychając świat zachodni w mroki średniowiecza. Ziołolecznictwo i medycyna ludowa oparta na doświadczeniu pokoleń została zapomniana na skutek średniowiecznych przemian cywilizacyjnych, a przecież to one stanowią  fundamenty tradycyjnej medycyny chińskiej.
Chen Wanting tworząc Tai Chi był doświadczonym wojskowym zdającym sobie sprawę z kontuzyjności nagłego poddania organizmu ostremu treningowi, dlatego jego system zakłada powolne, stopniowe wdrażanie do wysiłku. W pierwszej kolejności na poziomie ciała wzmacnia mięśnie i ścięgna nóg, miednicy, stawów biodrowych.  Polepsza sposób poruszania, maleje zagrożenie upadkiem, jednocześnie wzrasta siła górnej części ciała, która też przecież pracuje. Wywołują to spokojne spiralne ruchy obejmujące swym zasięgiem od kostek nóg, aż po koniuszki palców rąk. Lekkie rozciągania we wszystkich kierunkach udrażniają meridiany, powodują mocniejszy przebieg energii,
a przez do oddziałują na punkty akupunkturowe wywołując skutek  lekkiego masażu. Ma to z kolei wpływ na stan narządów wewnętrznych jamy brzusznej i klatki piersiowej. Taki efekt wypływa ze swoistego sposobu poruszanie się w Tai Chi. Jest to połączenie ruchów walczącego ptaka, w tym wypadku żurawia z ruchem jego przeciwnika węża. Konfrontacja tych dwojga jest częstym motywem chińskiego malarstwa zarówno sztalugowego, jak i ściennego, świątynnego. A więc ciało wykonuje wijące   ruchy, i rozciągnięcia rąk, chwilami występują szybsze, energiczniejsze strzepnięcia niczym uderzenia skrzydeł.
Nasze wewnętrzne dolegliwości nie biorą się znikąd, biorą się z życia, które już mamy za sobą, i z tego co wokół nas dzieje się obecnie. Każdy stres, każda przykrość, napięcie nerwowe,  nawet te z wczesnych lat odkładają się. Narządy jamy brzusznej, żołądek, śledziona, trzustka, jelita i wszystkie pozostałe, ulegają deformacji, przemieszczają, zaczynają działać nie tak jak potrzeba, zakłócać równowagę organizmu. Pojawia się choroba, bo przecież znakomita większość chorób ma podłoże psychosomatyczne. Czas odkłada się też w sercu,
w zmniejszeniu drożności wieńcówek, w  aortach i żyłach stopniowo zamykanych złogami cholesterolu. Tai Chi może nie tylko spowodować zatrzymanie powyższego procesu, ale nawet cofnięcie się zastanych już stanów chorobowych. Trening prowadzony jest w pozycji stojącej. Jest ona najlepsza ponieważ jest naturalna dla postawy człowieka czynnego, działającego. Pozycja leżąca absolutnie nie jest zdrowa. Załóżmy, że najzdrowsza osoba położy się do łóżka i nie wstaje. Już po kilku miesiącach z pewnością nastąpi poważne zakłócenie czynności narządów wewnętrznych, a gdyby tak leżała dalej mogło by to się nawet skończyć śmiercią. Jesteśmy stworzeni do aktywności, i to właśnie ona jest dla nas dobra. Prowadzone spokojnie, rozluźnione ruchy Tai Chi powoli zmniejszają napięcia organów wewnętrznych, stopniowo przywracając je na swoje miejsce. Ich działalność znacznie się poprawia ponieważ lekko wijący, spiralny ruch ciała powoduje wzajemny masaż, aktywuje do sprawniejszego działania. Głęboki oddech  świadomie ćwiczony jako chi kung, od którego praktycznie zaczyna się każdy trening, asymiluje więcej tlenu rozprowadzanego coraz sprawniejszym krwioobiegiem. Udrażniany stopniowo układ krwionośny, poprawia stan serca i umysłu, pamięć staje się lepsza. Praca mięśni i sprawniejszy krwioobieg dostarczają poprzez naczynia włoskowate zdecydowanie więcej wapnia do kości, a to nie jest bez znaczenia przy zagrożeniu osteoporozą. Stają się one bardziej wypełnione, masywniejsze. Osoby ćwiczące nie powinny mieć z tym żadnych kłopotów, jak też ze stawami i kręgosłupem. Ruch Tai Chi jest nieinwazyjny,  likwiduje, a w wypadkach ciężkich poprawia zmiany zwyrodnieniowe stawów i dzięki wzmacnianiu ścięgien w ich rejonach może znacznie poprawić komfort życia. Jeśli chodzi o kręgosłup, to większość problemów polega na tym, że trzyma się on dzięki wspierającym go kolumnom mięśniowym. Zbyt siedzący tryb życia, telewizja i komputer osłabiają je, tracą zdolność wypełniania swojego zadania. Tu nie pomoże żaden lekarz ani tabletki, trzeba się ruszać, wzmocnić, a wijący ruch chińskiej sztuki jest jak najbardziej odpowiedni ku temu. Wąż, w szczególności jeśli chodzi o dusiciele, jeśli by się mu przyjrzeć w przekroju, biorąc pod uwagę jego grubość ma stosunkowo niewielki kręgosłup i żebra, o jego sile stanowią potężne mięśnie.
Z drugiej strony Tai Chi nie tylko oddziałuje na stronę fizyczną, ale także na stan umysłu, stan ducha. Z reguły jesteśmy pełni niepokoju. Ogarnia na smutek wspominając to co było, rozpamiętujemy nasze przeszłe nieszczęścia, bolejemy nad tym. Martwimy się też o przyszłość wypatrując różnorakich możliwych zagrożeń, choć tak prawdę mówiąc mogą się one nigdy nie pojawić, a istnieją powołane do życia  w naszych umysłach. Nawet jeśli coś złego nas kiedyś spotka, to w tej chwili zamartwianie się nic  nie pomoże, a jedynie szkodzi, bo pozbawiamy się sił. Kiedy zaistnieje problem to wtedy weźmy się z nim z bary, a nie traćmy energii teraz. Brak nam umiejętności radowania się tym co mamy tu i teraz, ciągle pozostając przytłoczeni zarówno przeszłością jak też przyszłością. Trening Tai Chi to wejście w stan tu i teraz, nie ma tego co było i tego co będzie. Przede wszystkim uspokajamy, wyciszamy umysł. To trudna sztuka, ale w czasie zajęć dość łatwa do osiągnięcia ponieważ skupiamy sie na własnej postawie, na tym co robimy, jak stoimy, jak się poruszamy, ponieważ Tai Chi to dosyć skomplikowana rzecz i naprawdę trzeba się skoncentrować.
Powoli rozluźniamy mięśnie, cięgna, nerwy, umysł, zaczynamy słyszeć siebie, odczuwać własne ciało. Odczuwać, że ono po prostu jest, słucha nas, i my stopniowo uczymy się je słyszeć, a nie tylko wtedy gdy go coś boli, gdy do nas krzyczy. Wyciszony umysł  łączy się ze zrelaksowanym, rozluźnionym ciałem, stajemy się jednością, nie dwoma antagonizmami. Trening to spokojny ruch, spokojny oddech wypełniający nas niespieszną przemianą energii. Po zajęciach czujemy się jakby trochę jaśniejsi, szczęśliwsi, jakby nam ubyło lat. Ale to nie żadna sztuczka, czy jakaś tam magia. Po prostu na ten wykrojony z rytmu dni czas wyłączyliśmy się, nasz umysł przestał się szarpać, po prostu odpoczął. Relaksując, wyciszając go doznajemy zwyczajnej ulgi i powoli zaczynamy uczyć się w ten sposób funkcjonować. Bo przecież tak naprawdę to my sami czasami jesteśmy swoim największym wrogiem tworząc napięcia i zawirowania złych, ciężkich myśli,  jakimi zabarwiamy świat, który widzimy. Niekoniecznie jest on taki mroczny i pełen nieznośnych ludzi, czasami jest  po prostu tworem naszej wizji, to my go tworzymy.
O niezwykłym  wpływie Tai Chi świadczy też wiele osób, których zdrowie zdecydowanie poprawiło się. Nie mogę
z oczywistych powodów omawiać poszczególnych przypadków, ponieważ nawet nie wspominając o kim mowa, to i tak adepci naszej szkoły doskonale mogą rozpoznać te osoby. Ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć o zdecydowanej poprawie kondycji i siły fizycznej oraz  psychicznej. Ludzie mówią, że są spokojniejsi, mniej nerwowi, mogą więcej w życiu zdziałać, mają na to zapas energii.
Szczęśliwie złożyło się, że jedna z krakowskich uczelni prowadzi aktualnie badania nad wpływem Tai Chi na stan zdrowia pacjentów, którzy po ukończeniu 50-tego roku życia ulegli wypadkowi, co skończyło się wszczepieniem endoprotezy stawu biodrowego. Tak więc niedługo będziemy mieli wyniki oparte na naukowej, europejskiej metodologii.  Wcześniej badania nad wpływem Tai Chi  robiono  w Niemczech, i w niemieckojęzycznej literaturze można coś na ten temat znaleźć. Zaznaczam, że ich prace były ogólne, nie skierowane w stronę określonej grupy ludzi jak u nas. Ale zarówno tamte badania, jak i aktualnie przeprowadzane w Krakowie są pionierskimi. Nikt tak naprawdę nie przebadał zgodnie z zasadami zachodniej nauki wpływu Tai Chi, tak samo jak mało jest zbadana tradycyjna medycyna chińska. Mam nadzieje, że jest to początek badań zakrojonych na szerszą skalę. Jedno jest pewne: Chińczycy od stuleci przekonali się dzięki codziennemu praktykowaniu, że jest to dobre dla zdrowia

i kondycji psychofizycznej, dlaczego więc i my nie moglibyśmy na ich wiedzy skorzystać? Cóż nam szkodzi spróbować?

Piotr Grzęda - Wachowicz

bottom of page